Mogłoby się zdawać, że o niektórych książkach powiedziano i napisano już wszystko. Kultowe. Modne. Zgrabnym ołówkiem wpisywane przez miliony osób do zeszytu pod rubryczką „przeczytane”. Bo co to jest 50 stron. To kwestia małego espresso, utrwalanie się koloru pod ciepłym ręcznikiem na fotelu u fryzjera albo podróż autobusem na trasie praca-dom. Tylko czy na pewno?Ja, do książki ‘Oskar i Pani Róża’ wracałam z tuzin razy na przestrzeni kilku lat. Na dwanaście, jak się później okazywało, tylko z pozoru trudnych sytuacji, w których potrzebowałam zwykłego światełka w tunelu i ciepłej myśli. Na tyle samo wątpliwości w to, czy w ogóle warto, a jeśli tak, to jak – żyjąc każdego dnia - nie przestawać żyć tak na prawdę. Wracałam do niej tez w chwilach bez nadziei i tych wypełnionych po brzegi beznadzieją. A ona czekała zawsze z szeroko rozpostartymi stronami i tuliła do serca niczym najczulsza z matek znajdując potrzebne słowo.
Eric E. Schmitt za pośrednictwem listów, które do Pana Boga pisze umierający 10cio letni chłopiec, zabiera czytelnika w dwunastodniową podróż przez życie. Miejscami smutną, miejscami radosną, ale przecież taki właśnie jest nasz ludzki żywot. Wraz z Oscarem, jego przyjaciółmi, tytułową Panią Różą, która jest wolontariuszką w szpitalu i innymi mniej lub bardziej przypadkowymi bohaterami przechodzimy przyśpieszony kurs dojrzewania, dorosłości i umierania. Na naszych oczach chłopiec staje się mężczyzną, zakochuje się, przeżywa pierwsze rozczarowania, popełnia pierwsze błędy, a potem odnajduje siłę, wiarę i sens, by ostatecznie na swój sposób spełniony, zamknąć powieki na zawsze.
Ta książka jest magiczna. Magiczna nie ze względu na fabułę, ale na pozytywny przekaz, którym opromienia świat. I choć wielu ludzi widzi w niej jedynie piękny, fikcyjny obraz odchodzenia z ziemskiego padołu, dla mnie zawsze będzie niedoścignioną opowieścią o tym, jak żyć. Jak pokonywać każdy dzień i jak doceniać każdą z lekcji. Jak wycinać z codzienności nieśmiertelne chwile i wyklejać nimi wszystkie ściany w sercu. Jak być człowiekiem dla siebie samego i dla innych. Jak pamiętać o tym, że istniejemy nie tylko dla siebie. Opowieścią, którą wręcz trzeba się podzielić z następnymi pokoleniami.
Pisarz z właściwym sobie minimalizmem słownym przy jednoczesnym maksymalizmie znaczeniowym sprawia, że te 50 stron czyta się na jednym oddechu. Niespiesznie i z namaszczeniem, żeby nie pominąć najmniejszej ze złotych myśli. I choć świat często zarzuca mu populizm, przewidywalność i monotematyczność dla mnie Schmitt zawsze będzie niestrudzonym podróżnikiem w głąb ludzkiej duszy, której póki co poznaliśmy dopiero zarysy.

